Artykuły

Księgarnia: Bitwa o Iwo Jimę

Księgarnia: Bitwa o Iwo Jimę


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

Przeglądaj naszepolecane książki

II wojna światowa: Pacyfik
Prace ogólne
Iwo Jima
W połowie drogi
Okinawa
Peleliu

Książki - II wojna światowa - Pacyfik - Iwo Jima

Bitwa o Iwo Jimę , Wright, Derrick, Sutton Publishing, Londyn, 1999


Closes In - Marines w zajęciu Iwo Jimy , Alexander, Joseph H., Marine Corps Historical Centre, Washington DC, 1994. [zobacz więcej..]


Iwo Jima, 1945 , Wright, Derrick, Osprey Publishing, Oxford, 2001, seria kampanii nr 81


Iwo Jima , Newcombe, Richard F., Holt, Rinehart i Winston, Nowy Jork, 1965


Iwo Jima: Dziedzictwo odwagi , Ross, Bill D. , Vintage Books, Nowy Jork, 1986


Nigdy nie wątpię: Pamięć o Iwo Jimie , Kessler, Lynn. (red), Naval Institute Press, Annapolis, MD, 1999.


Iwo Jima i Okinawa , Czarny, Wallace B. , Prentice Hall, Londyn, 1993


Bitwa o Iwo Jimę

Krótka, rzeczowa relacja z bitwy o Iwo Jimę podczas II wojny światowej.

Przydatny jako systematyczny przewodnik po bitwie i jej głównych fazach. Zawiera również listę wszystkich zdobywców Medalu Honoru. Ogólnie bardzo niewiele kont osobistych.

Nie tak przyjemne jak Flagi Ojcze Nasz.

Odesłałbym również do książki Niezniszczalny: Niezapomniana historia bohatera piechoty morskiej w bitwie o Iwo Jimę, czyli historia najmłodszego zdobywcy Medalu Honoru.

Oczywiście napisany z amerykańskiej perspektywy, ale w większości odświeżająco obiektywny. Podobało mi się to konto. Chociaż jest to faktyczna, nie umniejsza to indywidualnego bohaterstwa, które przejawia się w całej bitwie. Nie maluje też negatywnego obrazu Japończyków, ale podkreśla ich kodeks honorowy i chęć walki do ostatniego człowieka.

To było łatwe do odczytania i pouczające. To było prowokujące i inspirujące. Obowiązkowa lektura dla zainteresowanych teatrem Pacyfiku podczas II wojny światowej.


Wyspa Terroru: Bitwa o Iwo Jimę

Książka Larry'ego Hamy „Bitwa o Iwo Jimę” opowiada o bitwie o Iwo Jimę. Mówi o etapach bitwy, żołnierzach i dowódcach, którzy brali udział w tej bitwie. Mówi także o konflikcie bitwy i wyzwaniach, z jakimi zmierzyli się żołnierze.

Jest wiele rzeczy, które podobały mi się w tej książce, po pierwsze, na każdej stronie znajdują się zdjęcia. Jeśli jesteś wzrokowcem, który lubi czytać o historii, to jest to książka dla Ciebie. Była też bardzo opisowa. Książka „Bitwa o Iwo Jimę” Larry'ego Hamy opowiada o bitwie o Iwo Jimę. Mówi o etapach bitwy, żołnierzach i dowódcach, którzy brali udział w tej bitwie. Mówi także o konflikcie bitwy i wyzwaniach, z jakimi zmierzyli się żołnierze.

Jest wiele rzeczy, które podobały mi się w tej książce, po pierwsze, na każdej stronie znajdują się zdjęcia. Jeśli jesteś wzrokowcem, który lubi czytać o historii, to jest to książka dla Ciebie. Był też bardzo opisowy. W książce było łatwe, co również pomogło w jej przeczytaniu. Nie zmieniłbym książki, gdybym mógł, ponieważ jest już świetną książką, jak jest.

Polecam tę książkę każdemu, kto lubi historię w klasie 4-8. Niektóre zdjęcia są trochę graficzne, ale jeśli możesz je przeczytać, będzie to jeden z twoich ulubionych seriali. . jeszcze


Zawartość

Robert Lee Sherrod urodził się 8 lutego 1909 w Thomas County w stanie Georgia. Ukończył The University of Georgia w 1929 roku. Był trzykrotnie żonaty — od 1936 do jej śmierci w 1958 z Elizabeth Hudson, od 1961 do 1972 wybitną publicystką amerykańską Margaret Carson i od 1972 do jej śmierci z Mary Gay Labrot Leonhardt w 1978. Miał dwóch synów, Johna i Roberta L. Jr.

Po ukończeniu college'u Sherrod pracował dla gazet na Południu do 1935 roku, kiedy dołączył do Time, Inc. W 1940 roku William Saroyan wymienia go wśród „redaktorów współpracujących” na Czas w grze, Stara słodka piosenka o miłości. [1]

Podczas II wojny światowej Sherrod obejmował wojnę na Pacyfiku przez CZAS oraz ŻYCIE magazyny — towarzyszące marines w bitwie pod Attu (z armią amerykańską), Tarawa, Saipan, Iwo Jima i Okinawa. [2] Po tym, jak był świadkiem rzezi w Tarawie, Sherrod odegrał kluczową rolę w doradzaniu prezydentowi Rooseveltowi, aby wyemitował kontrowersyjny film dokumentalny Z piechotą morską w Tarawie. Sherrod był jednym z niewielu, którzy byli w Tarawie, których prezydent znał osobiście i mógł zaufać, że doradzi mu w tej sprawie z punktu widzenia marines na ziemi.

W 1943 atol Tarawa na Wyspach Gilberta został zajęty przez Japończyków. Sherrod towarzyszył US Marines od ich lądowania na wybrzeżu, aż do zakończenia bitwy. Jego książka o bitwie, Tarawa: Historia bitwy, ukazała się w 1944 roku, w tym czasie był redaktorem pomocniczym CZAS.

Sherrod był również z Marines podczas inwazji na Iwo Jimę. Napisał: „pod koniec dwutygodniowej krwawej walki nie ma już wątpliwości, że Iwo jest najtrudniejszą operacją desantową w historii USA”. [3] Później napisał książkę Na zachód: bitwy o Saipan i Iwo Jima o swoich doświadczeniach na Saipan i Iwo Jimie. Niestety, Sherrod przyznał się również do rozprzestrzenienia plotki, że słynna fotografia Joego Rosenthala przedstawiająca drugą flagę piechoty morskiej wznoszącą się na górze Suribachi została „zainscenizowana”, później wyznał, że się mylił i przeprosił [1].

Później był korespondentem wojennym w Korei i Wietnamie. [2]

Sherrod był redaktorem zarządzającym Post sobotni wieczór od 1955 do 1962, następnie redaktor od 1962 do 1965. Był wiceprezesem Poczta's spółka macierzysta, Curtis Publishing Company, od 1965 do 1966.

Sherrod zmarł w swoim domu w Waszyngtonie z powodu rozedmy płuc 13 lutego 1994 roku.

Oprócz swojej pracy jako korespondent wojenny i redaktor, Sherrod jest autorem pięciu książek o wojsku [2], w tym:

  • Tarawa: Historia bitwy. Pojedynek Sloan i Pearce. 1944. ISBN0-934841-14-4 .
  • Na zachód: bitwy o Saipan i Iwo Jima. 1945.
  • Historia lotnictwa piechoty morskiej w czasie II wojny światowej. 1952.

Współpracował również z NASA nad książką o misjach Apollo:

  • „Rozdział 8: Mężczyźni dla Księżyca — Jak zostali wybrani i wyszkoleni”. Wyprawy Apollo na Księżyc. Edgar M. Cortright (redaktor). NASA. 1975.
    , amerykański korespondent wojenny International News Service, z Marines w bitwie o Guadalcanal, autor Dziennik Guadalcanal. : Lost Films (Głos Roba Lowe) to dokument pokazujący II wojnę światową taką, jaka była naprawdę, w oryginalnym, wciągającym kolorze.

Książka Raya E. Boomhowera Wysyłki z Pacyfiku: Raporty z II wojny światowej Roberta L. Sherroda[2], zostanie opublikowany w sierpniu 2017 przez Indiana University Press.


75 lat później bitwa o Iwo Jimę wciąż nawiedza tego weterana

Bill Montgomery nie słyszy ostatnio zbyt dobrze. W wieku 95 lat jest głuchy na prawe ucho i zmaga się z lewym. Ale wciąż słyszy odgłosy wojny, które uderzały w jego 20-letnie bębenki uszne na skalistej wyspie w kształcie kotleta wieprzowego, zwanej Iwo Jimą. I wciąż pamięta nieokiełznaną radość, jaką poczuł w dniu, w którym zobaczył podniesioną tam amerykańską flagę, wydarzenie na zawsze wyryte w annałach amerykańskiej historii wojskowej.

„To był piąty dzień po wylądowaniu” — wspomina. „Byłem całkiem sam, leżąc na zboczu na skraju lotniska, kiedy usłyszałem dźwięk klaksonów niektórych statków. A doping zaczął się od facetów w okopach.

Rzucił wzrok na szczyt 554 stóp góry Surabachi, punkt widoczny z niemal każdego zakątka ośmiu mil kwadratowych Iwo Jimy. To, co zobaczył z odległości około ćwierć mili, wzbudziło w jego zmęczonym wojną ciele ładunek podniecenia. „Spojrzałem, a tam była flaga! Co to było za uczucie!” mówi, zdziwienie wciąż rośnie w jego głosie.

To był chyba najbardziej charakterystyczny moment wojny na Pacyfiku. Zdjęcie fotografa Joe Rosenthala przedstawiające sześciu amerykańskich marines wznoszących amerykańską flagę na szczycie najwyższego punktu Iwo Jimy stało się inspiracją dla milionów Amerykanów w kraju i pozostaje punktem zbiorczym dla amerykańskich marines na całym świecie.

„Poczułem ekstazę!” mówi Montgomery. „Wiedziałem, że to już koniec. Tak wielu z nas zostało zabitych. Przeszliśmy przez to.”

Tyle że to jeszcze nie koniec. Nie na dłuższą metę. Bitwa o Iwo Jimę miała trwać przez kolejny miesiąc. Spośród 110 000 amerykańskich żołnierzy, marynarzy i pilotów, którzy walczyli na tej wulkanicznej placówce, oszałamiające 26 000 zostałoby zabitych lub rannych. A Bill Montgomery stałby się jednym z niewielu marines, którzy przetrwali całą 37-dniową walkę, dzień po krwawym dniu. Z 50 ludzi w jego jednostce przeżyło tylko pół tuzina.

„Nigdy nie rozumiałem, dlaczego nie zostałem trafiony” – mówi. "Czuję się winny. Ale też wdzięczny.

Pochyla się do przodu, jego palce uderzają w blat swojego domu spokojnej starości w pobliżu Atlanty w stanie Georgia. Jego żona, Lea, która ma 70 lat, wydaje się, że chce wyciągnąć rękę i dotknąć jego wzburzonych dłoni, ale zamiast tego uśmiecha się do niego słodko. Odwzajemnia uśmiech i trochę się odpręża.

Marines wylądowali na Iwo Jimie, 760 mil od Tokio, 19 lutego 1945 roku. Po dniach ostrzeliwania przez flotę amerykańską spodziewali się łatwej operacji usunięcia – od trzech do sześciu dni walki. Zamiast tego wróg, liczący 21 000 żołnierzy, zareagował z nieoczekiwaną furią, pozornie wyrywając marines ze złożonej sieci tuneli.

Dla Montgomery był to miesiąc wstrząsających ucieczek. Spędził jedną noc skulony w płytkim rowie, bojąc się podnieść głowę, aby nie została zerwana przez innych marines strzelających z okopów kilka stóp za nim. Tej samej nocy kilka granatów ręcznych, rzuconych przez japońskich myśliwców w kierunku okopu, wylądowało niedaleko celu i eksplodowało, tworząc krąg wokół niego.

„Kiedy nadszedł ranek, ci marines byli zdumieni” – mówi. „Powiedzieli: „Myśleliśmy, że nie żyjesz!”

Nie był to jedyny raz, kiedy mgła wojny prawie pochłonęła Montgomery. Przykucnięty na pozycji następnego dnia, Montgomery został pomylony z wrogiem przez myśliwiec-bombowiec P-51 Mustang. Pilot rzucił na niego swój ładunek.

„Wylądował tuż obok mojego okopu, nie wybuchł, rykoszetował tuż przed nami w rejon Japonii i eksplodował” – mówi. Jego życie zostało oszczędzone, ale Montgomery pluł szaleństwem. „Zrobiłem kilka strzałów w tego Mustanga” – wyznaje. „Od tego czasu, kiedy spotykam weterana pilota, pytam go: „Czy byłeś na Iwo Jimie?”. Nigdy nie znalazłem tego faceta”. Montgomery mówi, że to było najbliżej, kiedy zbliżył się do pstrykania podczas jego gehenny na Iwo Jimie. Inni nie mieli tyle szczęścia.

„Spotkałem marines siedzących na ziemi z rękami przyłożonymi do twarzy, wypłakujących serce” – mówi. „Ich umysły po prostu pękły. Wielu z nas po prostu było odrętwiałych, odpornych na wszelkie wstrząsy.

„Pod koniec kazano nam pojechać po martwych marines i postawić ich na skraju drogi, aby zabrali ich ciężarówką i zawieźli na cmentarz. Wielu z nich leżałoby tam około tygodnia. Wielu facetów złapało martwego marine za rękę lub nogę – i odpadło.

Lea wzdycha na słowa męża. „Nigdy tego nie słyszałam”, mówi cicho.

„To nie był przyjemny widok”, mówi jej mąż, wpatrując się w nią. Potem się śmieje. „Właściwie nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widział przyjemny widok na Iwo. Z wyjątkiem statku, kiedy wyjechaliśmy.


Wspomnienia weteranów bitwy o Iwo Jimę

19 lutego 1945 r. zaświtało ponuro, ale możliwe do opanowania. Tego ranka prawie 800 amerykańskich okrętów, od pancerników, krążowników i niszczycieli po transportowce i LST, leżało u wybrzeży małej wyspy na dalekim Pacyfiku. Na pokładzie transportów znajdowało się 70 000 marines z trzech dywizji, którym powierzono podbicie ośmiu mil kwadratowych, bronionych przez 22 000 japońskich żołnierzy walczących w jaskiniach, bunkrach i tunelach.

Planowanie bitwy na Iwo Jimie trwało od ponad roku. Marines byli na ziemi, tak jak Japończycy w ziemi i byli gotowi do oblężenia. Każdemu mężczyźnie kazano walczyć na śmierć i życie, ale najpierw zabrano ze sobą co najmniej 10 marines. Japończycy przeżyli dziennie pół szklanki wody i garść ryżu, ale wytrzymali 36 dni. Przez ostatnie pięć dni nie mieli ani jedzenia, ani wody.

Tylko pierwszego dnia marines ponieśli 2420 ofiar, w tym ponad 500 zabitych. Przed zakończeniem kampanii zginęło 13 z 24 dowódców batalionów, zginęło 15 lekarzy i 195 żołnierzy marynarki wojennej, którzy byli medykami na polach bitew. W ciągu tych 36 dni zginęło 28 000 marines i żołnierzy — amerykańskich i japońskich, a 16 000 zostało rannych. Na kolejnych stronach ocaleni z bitwy spoglądają wstecz na ponad sześć dekad, aby przypomnieć sobie najbardziej śmiercionośną kampanię Korpusu Piechoty Morskiej.

24. Marines, 4. Dywizja Morska:

„Wstąpiłem do piechoty morskiej w listopadzie 1942 roku. Po trzech latach służby w Gwardii Narodowej dostałem te dokumenty, które kazały mi zgłosić się do wojska. Poszedłem do biura rekrutacyjnego w Bostonie, znalazłem tego majora i powiedziałem: „Proszę pana, czy mogę z panem porozmawiać?”

„Powiedziałem mu, że nie chcę iść do wojska, ponieważ moi matka i ojciec pochodzili z Włoch, a Włochy walczyły przeciwko nam, a ja mam krewnych w armii Mussoliniego. Powiedziałem, że będę walczył z moimi własnymi krewnymi i czułbym się źle, strzelając do nich.

„Och”, mówi, „teraz rozumiem. Idź za mną, synu’. Kładzie mi rękę na ramieniu, prowadzi do biura, przekazuje mnie innemu żołnierzowi piechoty morskiej i mówi: „Mam dla ciebie dojrzałą”.

28. Marines, 5. Dywizja Morska:

„Mieliśmy faceta o imieniu Danaluk z Brooklynu w Nowym Jorku, którego numer poboru pojawił się. Chciał dostać się do Straży Przybrzeżnej, ponieważ mieszkał na Brooklynie i pomyślał, że mógłby znaleźć pracę na statku patrolującym port w Nowym Jorku, rozumiesz? Więc powiedział im: „Chcę Straży Przybrzeżnej". Odpowiedzieli: „Jesteście w Marines". „Nie, nie, nie, chcę Straży Przybrzeżnej". W końcu przekonali go, że nie ma nic do powiedzenia w sprawie sprawy i że będzie żołnierzem piechoty morskiej. Tak więc każdego ranka, kiedy zrzucał koce, jego pierwsze słowa, pierwszą rzeczą, którą mówił było: „Och, ta pieprzona tablica do szkicowania!” Każdego dnia. Tak więc, na jego cześć, kiedy rampa opadła na Green Beach, cała nasza łódź wrzasnęła: „Och, ta cholerna deska do zanurzania!”. To było dla Danny'ego. Japończycy musieli pomyśleć: „Oto garść orzechów”.

Kapral James „Słony” Hathaway (3)

Amfibia Traktor Company, 4. Oddział Morski:

„Wybierając się na Iwo, byliśmy na statku, zanim dowiedzieliśmy się, dokąd płyniemy, podobnie jak Roi-Namur, Saipan i Tinian. Nikt nie wiedział, co nadchodzi. Konwój, setki statków, nieprzerwanie zygzakiem, zmieniając kierunek co 15 minut. Zatrzymaliśmy się w Zatoce Guam, część konwoju tam wysadziła. Stamtąd do Iwa zajęło nam około 10 dni, więc w sumie byliśmy 30-kilka dni na statku, nic nie robiliśmy, tylko siedzieliśmy na tyłkach.

„Trzy dni ostrzału trwały dalej, gdy się zbliżaliśmy. Mieliśmy radiostacje TCS i zabieraliśmy je na górę LST i słuchaliśmy marynarki wojennej rozmawiającej z jej samolotami, więc wiedzieliśmy całkiem dobrze, co się dzieje. Właśnie wpadliśmy prosto w D-day. Widzieliśmy wyspę na morzu, była to tylko cień.

„Kiedy podawali stek i jajka, wiedzieliśmy, że będzie to nasz ostatni posiłek na statku. Za każdą operację, którą przeprowadzaliśmy, dawali nam stek i jajka, a potem mieliście tych wszystkich martwych marines ze stekiem w nich. Gen. Clifton Cates przekazał nam wiadomość „Pożegnanie z Godspeed” przez interkom statku. Słyszeliśmy, że dwóch pilotów marynarki wojennej zostało schwytanych i przywiązanych do słupów na Iwo, a Japończycy biegli obok, tnąc ich mieczami. Generał Cates powiedział w swoim pożegnalnym przemówieniu: „Wiesz, co wylądowało na lądzie. Nie bierzcie cholernych jeńców. To były jego dokładne słowa. Przez cały czas pobytu na Iwo Jimie widziałem jednego więźnia, a miał go kapelan”.

Prywatna pierwsza klasa Samuel Tso (4)

Kompania Rozpoznawcza, 5 Dywizja Morska:

„Nie wiedzieliśmy, że jedziemy na Iwo, dopóki nie byliśmy tam w Saipan. Nie pamiętam, z jaką falą wszedłem, ale kiedy wylądowaliśmy, nie było ognia od Japończyków. Ale kiedy weszliśmy na górę i zaczęliśmy się rozprzestrzeniać, otworzyli ogień. Niektórzy z chłopaków wskoczyli do krateru artyleryjskiego. Wskoczyliśmy od południowej strony, a faceci, którzy wskoczyli od północnej strony, zostali postrzeleni, ponieważ byli odsłonięci. Moim osobistym sierżantem był facet o imieniu Barnes, kiedy ruszyliśmy do przodu, został wysadzony w powietrze. Kazał mi przejść na drugą stronę i zostać w tyle. Poszedł prosto i nadepnął na minę. Gdybym za nim poszedł, zostałbym zabity.

– Powiem ci, sztywno się bałem. Jedyne, co mi pomogło, to fakt, że byłem oddany kolegom, z którymi trenowałem. Powiedziano nam, że wchodzicie w drużynę i musicie na siebie uważać. To właśnie trzymało mnie przy życiu, chociaż się bałem.

„Kiedy zeszliśmy na brzeg, naszą misją było przecięcie wyspy na pół, ale zatrzymali niektórych z nas z tyłu. Umieścili nas przy lotnisku i powiedzieli: „Trzymaj to przez pewien dzień, a potem podążaj”. Moim zadaniem było odbieranie i wysyłanie wiadomości ze statków lub stanowiska dowodzenia, czy cokolwiek to jest. Otrzymujesz go i wysyłasz dalej. Wszystko w Navajo. Wszyscy faceci od radia byli Navajos robiący kod. Nie wiem, ile było ich w sumie. Wiem, że moja firma rozpoznawcza miała sześć. Wszystkie wiadomości zostały zakodowane. Major Howard Connor powiedział, że ma sześć sieci Navajo działających 24 godziny, które wysłały i otrzymały 800 wiadomości bez błędu.

„23 lutego 1945 r., tuż koło południa, nagle radio zasygnalizowało „Wiadomość dla Arizony” [co oznacza, że ​​musi ją odebrać osoba mówiąca kodem]. Więc po prostu złapałem moje dokumenty i ołówek i po prostu go wysłałem. Wysłali wiadomość: DIBE BINAR NAAZI: „Oczy owiec są wyleczone Góra Suribachi jest bezpieczna”. Owca Wujek Ram Lodowy Niedźwiedź Mrówka Koń Swędzenie napisał Suribachi. I to też było zakodowane. Został wysłany i złapałem go tam przy lotnisku. A marines, którzy tam byli, zobaczyli, jak to piszę, i wszyscy powiedzieli: „Co się dzieje, szefie?”. Po prostu wskazałem flagę i zobaczyli ją. O rany, ci faceci po prostu podskoczyli i zaczęli tam świętować. Zapomnieli, że Japończycy wciąż strzelają. Jak pamiętam, sierżant Thomas wrzasnął na nas i powiedział: „Cholera, głupcy! Wracaj tam do swoich okopów”. ​​A potem chłopaki przestali świętować i wskoczyli z powrotem do swoich okopów.

27. Marines, 5. Dywizja Morska:

„Odwracaliśmy się twarzą do czegoś w rodzaju szczeliny, a jedno z dzieci wrzasnęło: »Patrz!« Wskazał w górę i na szczycie góry Suribachi mogliśmy zobaczyć tę małą grupę mężczyzn i Starą Chwałę. To było bardzo emocjonalne. Nie możesz sobie wyobrazić, jak się czułem. Obok mnie stał stary sierżant artylerii. Miał jakieś sześć stóp i dwa cale wzrostu i służył w Marines od nie wiadomo ile lat – w Starym Korpusie, wiesz?

„Ten facet miał najbardziej barwnie wulgarne słownictwo, jakie kiedykolwiek słyszałem. To, jak mógł wyczarować niektóre z tych rzeczy, było po prostu niesamowite. Nigdy nie okazywał żadnych emocji ani niczego innego, a piątego dnia zostaliśmy pokryci czarnym brudem. Ledwo mieliśmy dość wody do picia, nie mówiąc już o myciu. Kiedy flaga podniosła się, nie mogłem nic powiedzieć. Miałem guza w gardle i nie wiem, czy miałem jakieś łzy, ale spojrzałem na tego faceta, o którym nigdy nie myślałem, że ma odrobinę emocji w swoim ciele, a on spojrzał na mnie i widać było łzy przez brud na jego twarzy, a on powiedział — i nigdy tego nie zapomnę — powiedział: „Boże, to najpiękniejszy widok, jaki kiedykolwiek widziałem”.

„Powiedziałem to w przemówieniach z okazji Dnia Flagi i innych rzeczach – że do tego momentu nie byliśmy pewni, czy odniesiemy sukces, czy nie. Ale od tego momentu, kiedy flaga podniosła się, wiedzieliśmy, że tak. Nie było łatwiej, ale wiedzieliśmy, że wygramy. Przypomniało nam się, po co tam byliśmy”.

28. Marines, 5. Dywizja Morska:

„Zostałem ranny 23-go, tego samego dnia, w którym podniosła się flaga. Właściwie byłem wtedy w pomocy batalionowej. Pracowaliśmy nad jaskinią z dużym przybrzeżnym stanowiskiem działa. Jeden z chłopaków ustawił kilka ładunków na górze, ponieważ było otoczone betonem, a nasze rzeczy nie zrobiłyby nic poza głośnym hałasem. Pomyśleliśmy, że jeśli uda nam się podnieść coś wysoko, zrzucimy na to połowę góry.

– Facet z ładunkiem wspiął się z boku i go ustawił. My go osłanialiśmy, a piechota osłaniała nas. Przynieśli nawet kilka czołgów, żeby nas osłonić. W każdym razie wstał i zszedł na dół, ale ładunek nie wybuchł. Coś było nie tak z detonatorem. Więc sam wziąłem ładunek, wspiąłem się i położyłem go na drugim ładunku. Odczekałem przyzwoitą ilość czasu i włączyłem go w ładunek, a chciałem uciec stamtąd w pośpiechu. Schodząc, potknąłem się. Poślizgnąłem się, upadłem i stoczyłem się na sam dół. Wszędzie krążyły ogromne eksplozje. Kiedy uderzyłem w dziurę, ktoś powiedział: „O mój Boże, twoja twarz zniknęła”. Odpowiedziałem: „O czym ty mówisz?”. Okazało się, że byłam pełna krwi. Odkąd upadłem, pomyślałem, że cały ból był spowodowany upadkiem, ale w rzeczywistości był to kawałek odłamka, prawdopodobnie od japońskiego granatu, który został tam zrzucony.

„Wykopali coś z mojego nosa iz boku policzka. Coś wyrwało mi bok nosa i dziąsło, a policzek został szeroko rozcięty. Myślałem, że pochodzi z jesieni. Porucznik, który nas odprawił, powiedział: „Dostaw się do punktu pomocy”, więc podszedłem do pomocy batalionu w połowie drogi przez szyję. Wiesz, co to jest rana za milion dolarów, w której zostajesz zraniony – ale nie tak źle, ale na tyle, że musisz się wycofać? Leczył mnie ten młody sanitariusz. Był z nami na statku. Połatał mnie, kilka plastrów, to i tamto i tamto. – Ale nie uszyłeś – powiedziałem mu. „Rana za milion dolarów, co?” Spojrzał na mnie i powiedział: „Wynoś się stąd do diabła”.

„Pod koniec operacji zabezpieczyliśmy wyspę dość blisko i zaczęliśmy sprzątać. Oddział po prostu kręcił się dookoła, rozwalając wszystko, co mogłoby być złe. Wyszliśmy na patrol i wysłali sanitariusza, żeby poszedł z sześcioma z nas. To był ten sam dzieciak, który leczył moją twarz. W każdym razie ładunek wybucha i słyszę ten krzyk. Tuż nad sanitariuszem znajduje się duży kamień. Ma szczęście, bo ma pod nim tyle miejsca, że ​​złamał mu nogę, ale go nie zmiażdżył. Uśpiliśmy go i wysłaliśmy do batalionu pomocy, a kiedy wróciliśmy tego wieczoru, ktoś powiedział: „Hej, facet chce się z tobą zobaczyć w izbie chorych”. podłoga. Ma na sobie gips, patrzy na mnie i [macha ręką]. Myślę, że nie może mówić głośno, więc pochylam się – a on mnie całuje. Mówi: „Rana za milion dolarów!”. Ja mówię: „Ty sukinsynu!”.

24. Marines, 4. Dywizja Morska:

„Nie widziałeś zbyt wielu Japończyków. Od czasu do czasu biegali z jednej jaskini do drugiej. Mniej więcej widziałeś ich ogień. Można było zobaczyć nadlatujący kurz. Jak tylko to zobaczyliśmy, od razu wchodziliśmy do środka, a kiedy tam dotarliśmy, oni tam leżeli.

„Teren stał się coraz bardziej nierówny i nierówny z powodu katakumb i innych rzeczy, w które przez lata wlewała się woda. W niektórych miejscach można przejść przez szczelinę i zobaczyć tam dużą szczelinę. Albo wyszedłeś za róg, a oni staliby tam twarzą w twarz. Ten, kto strzelił pierwszy, był zwycięzcą. Widziałem, jak jeden żołnierz piechoty morskiej strzela do innego żołnierza piechoty morskiej w moim oddziale, ponieważ szedł w tę stronę, a drugi w tę stronę i, tak jak powiedziałem, nie masz ani ułamka sekundy. Po prostu pociągasz za spust. Najpierw strzelaj. Ktokolwiek to zrobi, on wygra. Musieliśmy zabrać faceta, który zastrzelił drugiego żołnierza piechoty morskiej, usunąć go, bo właśnie wpadł w szał.

9. Marines, 3. Dywizja Morska:

(Z jednego z raportów bojowych O’Briena z marca 1945 r., w którym pojawił się w środku amerykańskiej zasadzki przy wodopoju.)

„Znów zapadła cisza, z wyjątkiem okazjonalnego chrapania kraba lądowego lub jęku torturowanego drzewa. Przez szlak, który był naszym pasem przeciwpożarowym, przebiegło zwierzę, ale to było wszystko, co przyszło podczas mojej wachty.

„Obudziłem Pvt. Duane chce mi ulżyć, gdy dwa strzały z karabinu trzasnęły szybko po naszej prawej stronie. Odwróciliśmy się na czas, aby zobaczyć Pfc. Dale Beckett zanurkował w skalny dół, gdy nad jego głową przeleciał syczący granat i eksplodował za nim.

„W remisie poniżej Japończyk osunął się na porzuconą wrogą torbę, dwie kule przebiły mu szyję. Inny Japończyk przytulił zacienione strony strzału z miejsca, w którym rzucił granat.

„Japończyka nie było widać w cieniu, ale rzucił się gorączkowo w światło księżyca, by uciec przed losowaniem. Pociski kalibru .30 przeszły mu przez głowę. Pfc. Harper R. Rudge strzegł wąwozu z przeciwległej ściany. Rudge doczołgał się do krawędzi, rzucił granat, po czym zniknął za kamienną barykadą.

— Pociski gwiezdne spadały teraz bez przerwy nad plażą na naszym froncie, aw oddali terkotał karabin maszynowy.

„‚Psy [żołnierze]” — powiedział Wills. – Nipy znowu sprawiają im kłopoty. Wrócił wzrokiem na szlak i pochylił się nad karabinem maszynowym. Zwinąłem się u jego stóp, próbując zasnąć, ale wkrótce postukał w mój hełm. Japończycy znów byli na tropie.

„Czterech śmiało weszło na nasz ring, bełkocząc między sobą. Zza kamiennej ściany wybuch ognia przeciął Japończyków. Dwa zgięły się wpół i upadły. Pvt. Patrick J. Cleary Jr. stał wyprostowany w swoim okopie i trzymał karabin automatyczny Browning.

„Postrzelony w nogi, Japończyk pociągnął się łokciami w kierunku worka z granatem, ale zanim przesunął się o metr, kolejna seria z broni Cleary'ego trafiła go w klatkę piersiową.

„Kolejny Japończyk, z strzaskaną prawą nogą, ruszył z zaskakującą szybkością w kierunku [Pvt. Leo] Stanowisko Chaboda. Marine upadł na ziemię obok swojego towarzysza, gdy granat odbił się od parapetu i eksplodował. Japończyk wciąż rzucał się z drugim granatem, gdy strzał z [Pvt. Jack] Karabin Woenne'a trafił go w sam środek. Upadł martwy w pozycji siedzącej.

„Na drodze pierwszy Japończyk złapany w niespodziewany ogień Cleary'ego uniósł ciało na lewym ramieniu. Granat trzasnął w jego dłoni, ale ten Japończyk skończył walkę. Wysadził pocisk pod klatką piersiową.

„Świt i zasadzki wyskoczyły spod osłon w kryptach i za skałami. Z przyzwyczajenia nadal mówili niskim tonem.

„Pfc. Ferdinand Leon znalazł krwawy ślad. Ktoś odciągnął rannego Japończyka. Szedł szlakiem przez dwadzieścia metrów, ale zgubił go na poszarpanym zboczu.

„Przeszliśmy z powrotem obok wodopojów i po raz pierwszy zajrzałem do nich. Przyszło jedenastu Japończyków z manierkami, wiadrami i menażkami. Tutaj zginęło dziewięciu.

„W studni nie było wystarczającej ilości wody, aby napełnić jedną manierkę”.

„Przewieźliśmy wszystkich naszych rannych z Iwo Jimy do Saipan pod koniec lutego 1945 r., uzupełniliśmy zaopatrzenie, pojechaliśmy i zakotwiczyliśmy w dużej lagunie w Ulithi, gdzie zeszliśmy na brzeg, aby pływać, nurkować i jeść i pić piwo. Nie było tam nic oprócz plaży. Piwo było Iron City.

„Opowieść o tym, jak rozpoczęliśmy produkcję piwa w Pearl Harbor w styczniu, kiedy wszyscy byliśmy zatankowani i ładowaliśmy ostatnie zapasy. Jakiś nowy młody oficer podjechał do statku w transporterze z bronią i zaparkował go przy końcu naszego trapu. Powiedzieliśmy mu: „Nie parkuj tam”, ponieważ rozładowywaliśmy ciężarówki i wkładaliśmy zapasy na statek. Powiedział, że zaparkuje tam, gdzie chce. Był naprawdę wyglądającym na skrobię facetem w za dużym mundurze. Nie wyglądał na starszego ode mnie, a ja miałam dziewiętnaście lat.

„Złożyliśmy już wszystkie zapasy, jakie mogliśmy na dół. Z powrotem na fantailu mieliśmy dużą, starą przestrzeń z kilkoma wiązaniami. Odłożyliśmy tam sto ton ziemniaków. Nośnik broni ma podnośniki, dzięki czemu można go podnieść i ustawić na pokładzie statku. Zastanów się? Stałem tam i patrzyłem, jak faceci rozglądają się dookoła, nie obserwowali ich żaden inny oficer, a oni sięgnęli i podnieśli ten transporter broni i ustawili go na statku obok ziemniaków, przykryli dużą plandeką. Godzinę później wycofywaliśmy się z suchego doku, aby móc wydostać się z Pearl Harbor, zanim postawią bramę. Mieli tam kable, które miały trzymać wrogie okręty podwodne z dala od portu.

„Kiedy dotarliśmy do Saipan, ustawili ten transporter broni na doku i wszyscy jeździli dookoła. Wyszedłem nawet na godzinę lub dwie. Niektórzy z facetów, którzy wykonali ten wyczyn, zawarli umowę z kilkoma facetami z Saipan, wojskowymi. Podobał im się ten transporter broni. Przenieśli się do strefy wojennej, a niczego takiego nie mieli.

„Nasi ludzie powiedzieli:„ Cóż, czym masz do handlu?”. Odpowiedzieli: „Wiemy, gdzie są cztery palety piwa Iron City. Dziesiątki spraw. Gotowe. Zeszli więc na statek, poczekali, aż oficer pokładowy opuści stanowisko, podnieśli te palety, zabrali je na pokład i przenieśli do chłodni. Piwo Iron City było paskudnie smakujące, ale kiedy dotarliśmy do Ulithi po Iwo, było naprawdę dobre, powiem ci. Ten nośnik broni był wart.

„Żałowałem jednak tego biednego małego oficera, który musiał przejść całą drogę przez tę stocznię, z powrotem do swojego dowódcy, mówiąc: „Zgadnij co? Zgubiłem nośnik broni”. Wypicie całego piwa zajęło nam cztery dni”.

Kolega Farmaceuta Trzeciej Klasy:

„Najmocniejszym wspomnieniem Iwa okazał się mój ostatni dzień w walce. Gdy szliśmy na północ, grupa została trafiona ciężkim ogniem, a kiedy się czołgałem, dostałem w nogę. Przede mną były ofiary, więc zacząłem wstawać, ale nie mogłem. Spojrzałem na swoją stopę, część mojego buta została oderwana, a prawa noga była cała zakrwawiona i złamana tuż nad kostką. Zdjąłem but, założyłem na niego opatrunek bojowy i dałem sobie zastrzyk morfiny. Potem doczołgałem się do miejsca, w którym byli marines. O ile pamiętam, było ich około pięciu i wszystkie były całkiem nieźle postrzelone. Myślę, że jeden facet stracił nogę, a inni zostali pobici. Pracowałem z nimi, bandażowałem je i dawałem im morfinę tak długo, jak mogłem. W końcu zostali ewakuowani. Wtedy ktoś z naszej lewej flanki został trafiony i zaczął krzyczeć o sanitariusza, więc wyczołgałem się na czworakach i też się nim zaopiekowałem. Mógł być tam czterdzieści lub pięćdziesiąt jardów, więc wyczołgałem się na zewnątrz, zabandażowałem go i doczołgaliśmy się do dziury po muszli.

„Noszowie przyszli po nas, ale potem mnie opuścili, gdy nadszedł ogień z karabinu. Wyciągnąłem swoje czterdzieści pięć i zacząłem czołgać się w kierunku wroga. To była morfina. W końcu przyszli, zabrali mnie i zabrali na punkt sanitarny. Czterech z nas pojechało stamtąd ciężarówką do szpitala polowego. Moja wojna się skończyła. Chyba 3 marca. Wiele razy się bałam. Zawsze pamiętam to uczucie strachu, ale myśl o zawiedzeniu kogoś przerażała mnie jeszcze bardziej”.

Zaczerpnięty z IWO JIMA: WORLD WAR II VETERANS PAMIĘTAJĄ NAJWIĘKSZĄ BITWĘ PACYFIKU autorstwa Larry'ego Smitha. Copyright © 2008 Larry Smith. Za zgodą wydawcy, W.W. Norton & Company, Inc.

Pierwotnie opublikowany w lipcowym wydaniu Magazyn II wojny światowej. Aby się zapisać, kliknij tutaj.


Zawartość

Ira Hayes urodził się w Sacaton w Arizonie, mieście w społeczności Indian Gila River w hrabstwie Pinal. Był najstarszym z sześciorga dzieci Nancy Hamilton (1901-1972) i Josepha Hayesa (1887-1978). [6] The Hayes children were: Ira (1923–1955), Harold (1924–1925), Arlene (1926–1929), Leonard (1927–1952), Vernon (1929–1958), and Kenneth (1931–2019). [6] Joseph Hayes was a World War I veteran who supported his family by subsistence farming and its cotton harvesting. [7] Nancy Hayes was a devout Presbyterian and a Sunday school teacher at the Assemblies of God church in Sacaton. [7]

Ira was remembered by his family and friends as being a shy and sensitive child. Sara Bernal, his niece, said, "Joseph Hayes was a very quiet man he would go days without saying anything unless you spoke to him first. The other Hayes children would play and tease me, but not Ira. He was quiet, and somewhat distant. Ira didn't speak unless spoken to. He was just like his father." [8] His boyhood friend Dana Norris said, "Even though I'm from the same culture, I could never get under his skin. Ira had the characteristic of not wanting to talk. But we Pimas are not prone to tooting our own horns. Ira was a quiet guy, such a quiet guy." [8] Despite this, Hayes was a precocious child who displayed an impressive grasp of the English language, a language that many Pima never learned to speak. [7] He learned to read and write by the age of four and was a voracious reader. [7]

In 1932, the family settled in Bapchule, Arizona, approximately 12 miles northwest of Sacaton. [7] The Hayes children attended grade school in Sacaton and high school at the Phoenix Indian School in Phoenix, Arizona. Hayes confided to his classmate Eleanor Pasquale after the Japanese attack on Pearl Harbor, that he was determined to serve in the United States Marine Corps. [9] Pasquale said, "Every morning in school, [the students] would get a report on World War II. We would sing the anthems of the Army, Marines, and the Navy." [10] Hayes completed two years at the Phoenix Indian School and served in the Civilian Conservation Corps in May and June 1942. He worked as a carpenter before enlisting in the service. [11]

II wojna światowa Edytuj

Hayes enlisted in the Marine Corps Reserve on August 26, 1942. [12] He completed recruit training in Platoon 701 at Marine Corps Base, San Diego (renamed in 1948 to Marine Corps Recruit Depot, San Diego) and in October volunteered for Marine paratrooper (Paramarine) training at the Marine Parachute School at Camp Gillespie located east of San Diego. He received the codename of Chief Falling Cloud. On November 30, he graduated from the Parachute Training School and received his silver "jump wings". [11] On December 1, he was promoted to private first class. [3]

On December 2, 1942, he joined Company B, 3rd Parachute Battalion, Divisional Special Troops, 3rd Marine Division, at Camp Elliott, California. On March 14, 1943, Hayes sailed for New Caledonia with the 3rd Parachute Battalion, which was assigned to Camp Kiser there on March 25 until September 26 the unit was redesignated in April as Company K, 3rd Parachute Battalion, 1st Marine Parachute Regiment [13] of the I Marine Amphibious Corps. The 3rd Parachute Battalion was shipped to Guadalcanal and remained there until it was sent to Vella Lavella, arriving on October 14 for occupational duty. On December 4, Hayes landed with the 3rd Parachute Battalion on Bougainville and fought against the Japanese as a platoon automatic rifleman (BAR man) with Company K during the Bougainville Campaign. [3] The 3rd Parachute Battalion was shipped back to Guadalcanal, and he stayed there until sometime in February, when the Paramarines were sent back to California. The 1st Parachute Regiment was officially disbanded at Camp Pendleton, California, in February 1944.

Hayes was transferred to Company E, 2nd Battalion, 28th Marine Regiment of the newly activated 5th Marine Division at Camp Pendleton. Hayes sailed to Hawaii with his company in September for continued training with the 5th division at Camp Tarawa as it trained for the invasion and capture of Iwo Jima.

Battle of Iwo Jima Edit

The 5th Marine Division landed on Iwo Jima on February 19, 1945. Easy Company, Second Battalion, 28th Marines, landed on the southern beach near Mount Suribachi off of USS Talladega after transferring from USS Missoula. [3]

First Flag-raising Edit

On February 23, Lieutenant Colonel Chandler W. Johnson, the Second Battalion commander, ordered a combat patrol to climb, seize, and occupy the top of Mount Suribachi and raise the battalion's flag if possible to signal it was secure. [14] Captain Dave Severance, commander of E Company, organized a 40-man patrol taken from the remainder of his Third Platoon and the battalion. First Lieutenant Harold Schrier, the company's executive officer, was chosen by Lt. Col. Johnson to be in command of the patrol. At 8:30 am, the patrol started to climb the east slope of Suribachi. The patrol included two Navy corpsmen and stretcher bearers. [15] Less than an hour later, after receiving occasional Japanese sniper fire, the patrol reached the rim of the volcano. After a brief firefight there, Lt. Schrier and his men captured the summit. After finding a Japanese steel pipe and attaching the flag to it, the flagstaff was taken to the highest place on the crater. At about 10:30 a.m., Lt. Schrier, Platoon Sergeant Ernest Thomas, Sergeant Henry Hansen, and Corporal Charles Lindberg raised the flag. [16] Seeing the raising of the national colors immediately caused loud cheering from the Marines, sailors, and Coast Guardsmen on the beach below and from the men on the ships docked at the beach. Due to the high winds on Mount Suribachi, Sgt. Hansen, Private Phil Ward, and Navy corpsman John Bradley pitched in to help make the flagstaff stay in a vertical position. The men at, around, and holding the flagstaff were photographed several times by Marine Staff Sergeant Louis R. Lowery, a photographer with Leatherneck magazine who accompanied the patrol up the mountain. Platoon Sgt. Thomas was killed on Iwo Jima on March 3 and Sgt. Hansen was killed on March 1.

Second flag-raising Edit

The first flag flying over Mount Suribachi at the south end of Iwo Jima was regarded to be too small to be seen by the thousands of Marines fighting on the other side of Iwo Jima. The Marines in command and Lt. Col. Johnson decided that a larger flag should be taken on top and flown on the mountain. In the early afternoon, Capt. Severance ordered Sgt. Michael Strank a rifle squad leader from Second Platoon, E Company, to ascend Mount Suribachi with three Marines from his squad and raise the larger flag. sierż. Strank then ordered Cpl. Harlon Block, Pfc. Hayes, and Pfc. Franklin Sousley to go with him up Suribachi with supplies (or communication wire). Pfc. Rene Gagnon the Second Battalion's runner (messenger) for E Company was ordered to take "walkie-talkie" batteries and the replacement flag up the mountain, and return the first flag to the battalion adjutant down below. [14]

When all five Marines were on top, a Japanese steel pipe was found by Pfc. Hayes and Pfc. Sousley who carried the pipe to Sgt. Strank and Cpl. Block near the first flag. The second flag was attached to the pipe and, as Sgt. Strank and his three Marines were about to raise the flagstaff, he yelled out to two nearby Marines from Schrier's patrol to help them raise it. At approximately 1 p.m., Lt. Schrier ordered the raising of the second flag and the lowering of the original flag. The second flag was raised by Sgt. Strank, Cpl. Block, Pfc. Hayes, Pfc. Sousley, Pfc. Harold Schultz, [18] [19] [20] and Pfc. Harold Keller. [21] After the flag was raised, rocks were added at the bottom of the flagstaff by Pfc. Schultz and Pfc. Keller, which was then stabilized by three guy-ropes because of the high winds on top.

The raising of the second American flag on Mount Suribachi on February 23, 1945, was immortalized by Associated Press combat photographer Joe Rosenthal and became an icon of the world war.

On March 14, another American flag was officially raised up a flagpole by two Marines under the orders of Lieutenant General Holland Smith during a ceremony at the V Amphibious Corps command post on the other side of Mount Suribachi where the 3rd Marine Division troops were located to signal the Marines occupied Iwo Jima. The flag flying on top of Mount Suribachi that Hayes helped raise was taken down.

Hayes fought on the island until it was secure on March 26. The same day, he attended the service for the American troops buried at the 5th Marine Division Cemetery. Hayes boarded the USS Winged Arrow [3] and left Iwo Jima with his unit for Hawaii on March 27. Easy Company had many casualties, Hayes was one of five Marines remaining from his original platoon of forty-five men including their corpsmen. [22] Sgt. Strank and Cpl. Block were killed on Iwo Jima on March 1, and Pfc. Sousley was killed on March 21.

7th war bond selling tour Edit

Once he arrived in Hawaii, Hayes continued to train with E Company at Camp Tarawa. During the battle President Roosevelt had ordered that the flag raisers in Joe Rosenthal's photograph be sent immediately after the battle to Washington, D.C., to appear as a public morale factor. Pfc. Gagnon had returned with E Company to Camp Tarawa when he was ordered on April 3 to report to Marine Corps headquarters at Washington, D.C. He arrived on April 7, and was questioned by a lieutenant colonel at Marine Corps public information office concerning the identities of the flag raisers in the Rosenthal photo. Gagnon named Marines Michael Strank (KIA), Henry Hansen (KIA), Franklin Sousley (KIA), Ira Hayes, Navy corpsman John Bradley, and himself. On April 8, the Marine Corps gave a press release of the names of the six flag raisers in the Rosenthal photograph which had been given by Gagnon including Hayes'. [23] Hayes and Bradley were ordered to report to Marine Corps headquarters After the war, the Marine Corps determined that Hansen (1947), Bradley (2016), and Gagnon (2019) were not second flag-raisers. [23]

President Roosevelt died on April 12, and Vice President Harry S. Truman was sworn in as President the same day. After Bradley was evacuated from Iwo Jima in March, he was recovering from his wounds at Oakland Naval Hospital in Oakland, California when he was ordered to Washington. He was transferred to Bethesda Naval Hospital in Bethesda, Maryland, where he was shown Rosenthal's flag-raising photograph and was told he was in it. [24] Bradley arrived in Washington D.C. on crutches on or about April 19. Hayes left Hawaii on April 15 and arrived in Washington on April 19 and was assigned to C Company, 1st Headquarters Battalion, Marine Corps Headquarters. Both men were questioned separately by the same Marine officer that Gagnon met with concerning the identities of the six flag-raisers in the Rosenthal photograph. Bradley agreed with all six names of the flag raisers in the photo given by Gagnon including his own. Hayes agreed with all the names including his own except he said that the man identified as Sgt. Hansen at the base of the flagstaff in the photo was really Cpl. Harlon Block. The Marine interviewer then told Hayes that a list of the names of the six flag-raisers in the photo were already released publicly and besides Block and Hansen were both killed in action (during the Marine Corps investigation in 1946, the lieutenant colonel denied Hayes ever mentioned Block's name to him). [23]

After the interview over, it was requested that Pfc. Gagnon, Pfc. Hayes, and Navy corpsman Bradley participate in the Seventh War Loan drive to help defray the massive war debt by selling war bonds. On April 20, Gagnon, Hayes, and Bradley met President Truman at the White House and each showed him their positions in the second flag raising poster that was on display there for the coming bond tour that they would participate in. A press conference was also held that day and Gagnon, Hayes, and Bradley were questioned about the flag raising.

On May 9, a flag-raising by Pfc. Hayes, Pfc. Gagnon, and PhM2c. Bradley during a ceremony at the nation's capital kicked off the bond-selling tour the flag was the same one that had been raised on Mount Suribachi. The tour began on May 11 in New York City. On May 24, Pfc. Hayes was ordered to report to the 28th Marines in Hawaii. Pfc. Hayes left Washington on May 25 and arrived at Hilo, Hawaii on May 29 by plane and rejoined E Company at Camp Tarawa. [3] Pfc. Gagnon and PhM2c. Bradley finished the tour in Washington D.C. on July 4. The bond tour was held in 33 American cities that raised over $26 billion to help pay for and win the war. [25]

On June 19, Pfc. Hayes was promoted to corporal. He served on occupation duty in Japan with E Company, 2nd Battalion, 28th Marines from September 22 to October 26, 1945. He was honorably discharged from the Marine Corps at Camp Pendleton, California on December 1, 1945. On February 21, 1946, Hayes was awarded a Navy Commendation from the Marine Corps for meritorious service in combat during World War II.

Hayes attempted to lead a normal civilian life after the war. "I kept getting hundreds of letters. And people would drive through the reservation, walk up to me and ask, 'Are you the Indian who raised the flag on Iwo Jima?'" [26] Although Hayes rarely spoke about the flag raising, he talked more generally about his service in the Marine Corps with great pride.

Hayes seemed to be disturbed that Harlon Block was still being misrepresented publicly as "Hank" Hansen. In May 1946, Hayes walked and hitchhiked 1,300 miles from the Gila River Indian Community in Arizona to Edward Frederick Block, Sr.'s farm in Weslaco, Texas, to reveal the truth to Block's parents about their son Harlon being in Rosenthal's flag raising photograph. He was instrumental in having the mistaken second flag-raiser controversy resolved by the Marine Corps in January 1947. Block's family, especially his mother, was grateful to Hayes. She said that she had known from the time she first saw the famous picture in the newspaper that it was her son in the photo. Mrs. Block wrote Hayes about her son and he wrote her back in July 1946. She then contacted Texas Congressman Milton West about Hayes' letter which started a Marine Corps investigation in December. [23]

John "Jack" Thurman, who appears at the far left of Rosenthal's "Gung Ho" photograph (below, right) recounted a story of his friendship with Ira who was at the far left of the photo next to Jack. Jack recounted at a breakfast meeting that, sometime after the war, Ira hitchhiked across the country to visit him at his home farm in Mitchell, South Dakota. Ira arrived while Jack was away from the farm and Jack's mother would not allow Ira to wait at the house and made him wait at the end of the driveway by the road. Jack noted his mother "did not like Indians". Once all was explained when Jack got home, Ira was welcomed into the house. Jack remained friends with Ira until his death.

In 1949, Hayes appeared briefly as himself in the film Sands of Iwo Jima, starring John Wayne. In the movie, Wayne hands the American flag to Gagnon, Hayes, and Bradley, who at the time were considered the three surviving second flag-raisers (the second flag that was raised on Mount Suribachi is used in the film and is handed directly to Gagnon).

After this Hayes was unable to hold on to a steady job for a long period, as he had become alcoholic. He was arrested 52 times for alcohol intoxication in public at various places in the country, including Chicago in October 1953. [27] Hayes held a variety of jobs, including being a chauffeur to Elizabeth Martin, former wife of Dean Martin, where he lived in her Beverly Hills home for several months but couldn't stop drinking. [28] Referring to his alcoholism, he once said: "I was sick. I guess I was about to crack up thinking about all my good buddies. They were better men than me and they're not coming back. Much less back to the White House, like me." [26] Hayes was sober while attending the Marine Corps War Memorial dedication on November 10, 1954. Hayes met President Dwight D. Eisenhower who lauded him as a hero. A reporter there approached Hayes and asked him, "How do you like the pomp and circumstance?" Hayes hung his head and said, "I don't." [29]

His disquiet about his unwanted fame and his subsequent post-war problems were first recounted in detail by the author William Bradford Huie in "The Outsider", published in 1959 as part of his collection Wolf Whistle and Other Stories. Obcy, filmed in 1961, was directed by World War II veteran turned film director Delbert Mann and starred Tony Curtis as Hayes. [30] The 2006 film Flags of Our Fathers, directed by Clint Eastwood, suggests that Hayes suffered from post-traumatic stress disorder (PTSD).


Member Price:
Publisher Price :
Ilość:
1 Member Credit
Or $ 19.99

Fight for the summit

The battle of Iwo Jima taught the U.S. Marines a bitter lesson as they struggled against the dogged tenacity and ingenious defenses of the Japanese forces holed up on the island. Thirty-six days of fighting resulted in more than 26,000 American casualties, and of 21,000 enemy soldiers, only 216 were taken prisoner during the battle.

The fight for Iwo Jima is revealed here through a remarkable collection of rare and famous archival photographs, including one of the most iconic images to emerge from World War II—the raising of the American flag on the summit of Mount Suribachi. Taking us from the initial landings through the bitter fighting that followed for each yard of ground, this trove of images captures the battle as never before.

Additional Book Details

Strony: 160
Data wydania: September 1, 2018
Numer ISBN: 9781848324497
Club ID: 1420501
Format: Regular Print

Copyright © 2021 Bookspan. History Book Club ® is a registered trademark of Bookspan.
Unauthorized use prohibited. Wszelkie prawa zastrzeżone.


BOOK REVIEW – Black Hell: The Story of the 133rd Navy Seabees at Iwo Jima

By Kenneth E. Bingham., Seabee Book (2011).

Reviewed by Charles H. Bogart

This book is, in reality, three books in one, with the book divided into thirds. The first third of the book gives background information on Iwo Jima, the formation of the Seabees and, in particular, the activation and training of the 133 rd Naval Construction Battalion (NCB). The next third of the book is a historical account of the 133 rd NCB on Iwo Jima, while the final third of the book covers the history of the other Seabee units that served on Iwo Jima.

The book was written to justify why a Presidential Unit Citation (PUC) should have been awarded to the 133 rd NCB. The basis of the claim by the survivors of the 133 rd NCB is that they came ashore in the first assault wave at Iwo Jima. Not only did they offload supplies reaching the beachhead but provided armed, BAR and .30 caliber machine gun, beach security teams that engaged the Japanese. The survivors of the 133 rd NCB thus contend that since all other first wave units received a PUC, they should also have received that award. The 133 rd NCB survivors association has submitted their claim three times over the past decade for a PUC to the Department of Defense (DoD). Each time they were denied. DoD’s position is that too much time has passed, and they will not second-guess why the 133 rd NCB was not nominated for the award in 1945.

The author starts his book by giving an excellent summary of the assault upon and the capture of Iwo Jima using both Japanese and American sources. He follows this with an account of how and why the Navy formed Construction Battalions, Seabees. The reader is then treated to a section from the 133 rd NCB cruise book covering the unit’s formation to movement to the Pacific and its landing on Iwo Jima. The 133 rd NCB came ashore at Iwo Jima over three beaches, Yellow 1, Yellow 2, and Blue 1. Troop strength was 23 officers and 767 men. Overall, the 133 rd NCB suffered 25 percent casualties at Iwo: 40 killed in action, 156 wounded, 2 missing, and 48 evacuated for sickness.

The heart of the book is a recounting by various members of the 133 rd NCB concerning what they saw on Iwo Jima. As might be expected, some of these accounts contain more information than others however, in total, they present a chilling and descriptive picture of the horror of Iwo Jima. One constant theme in these tales is about the randomness of death. There are numerous accounts of “I survived but these men who were alongside of me were killed.” This section is supported by a great number of photos of the 133 rd NCB.

The book closes with brief histories of other Seabee units that served on Iwo Jima: 8 th , 31 st , 62 nd , 70 th , 90 th , 95 th , 106 th , and 301 st NCB, 8 th Construction Regiment, and 23 rd Special Battalion. The coverage of these units is uneven due to lack of detailed reports on some of the units. Unit cruise books were used by the author to develop the story for all of these units except the 106 th NCB and the 23 rd Special Battalion.

This book is an excellent read for anyone interested in the Seabees, the Iwo Jima campaign, or developing the beachhead during an amphibious operation. The photo reproduction in the book is very good considering that most were copied from printed publications. It is obvious from this book that there is a need for an official history of the Seabees on Iwo Jima that covers the story of the Seabees from the planning of the assault until they were withdrawn from the island.

Charles H. Bogart is a frequent contributor to Naval History Book Reviews and was named a 2011 Naval Historical Foundation Volunteer of the Year.


Bookshop: Battle of Iwo Jima - History

Iwo Jima's Costs, Gains, and Legacies

In its 36 days of combat on Iwo Jima, the V Amphibious Corps killed approximately 22,000 Japanese soldiers and sailors. The cost was staggering. The assault units of the corps—Marines and organic Navy personnel—sustained 24,053 casualties, by far the highest single-action losses in Marine Corps history. Of these, a total of 6,140 died. Roughly one Marine or corpsman became a casualty for every three who landed on Iwo Jima.

According to a subsequent analysis by military historian Dr. Norman Cooper, "Nearly seven hundred Americans gave their lives for every square mile. For every plot of ground the size of a football field, an average of more than one American and five Japanese were killed and five Americans wounded."

The assault infantry units bore the brunt of these losses. Captain William T. Ketcham's Company I, 3d Battalion, 24th Marines, landed on D-day with 133 Marines in the three rifle platoons. Only nine of these men remained when the remnants of the company reembarked on D+35. Captain Frank C. Caldwell reported the loss of 221 men from Company F, 1st Battalion, 26th Marines. At the end, a private first class served as platoon commander for Caldwell's merged first and second platoons. Elsewhere in the 1st Battalion, 26th Marines, Captain Tom Fields relinquished command of Company D on the eighth day to replace the battalion executive officer. Rejoining his company at the end of the battle, Fields was sickened to find only 17 of the original 250 men still in the ranks. Company B, 1st Battalion, 28th Marines, went through nine company commanders in the fighting 12 different Marines served as platoon leader of the second platoon, including two buck privates. Each division, each regiment, reported similar conditions.

The fighting hardly over, grizzled, begrimed, and tired Marines solemnly display the spoils of war captured in a very long, difficult, and hard-fought battle. Marine Corps Historical Collection

As the extent of the losses became known in the press, the American public reacted with shock and dismay as they had 14 months earlier at Tarawa. This time, however, the debate about the high cost of forcibly seizing an enemy island raged in the press while the battle was still being fought.

The Marine Corps released only one official communique about specific battle losses during the battle, reporting casualties of nearly 5,000 men on 22 February. Five days later, at the insistence of press baron William Randolph Hearst, an early supporter of the MacArthur-for-President claque, the San Francisco Examiner ran a front page editorial bewailing the Marines' tactics and losses. "It's the same thing that happened at Tarawa and Saipan," the editorial stated, urging the elevation of General MacArthur to supreme command in the Pacific, because "HE SAVES THE LIVES OF HIS OWN MEN." With that, 100 off-duty Marines stormed the offices of the Examiner demanding an apology. Unfortunately, the Hearst editorial received wide play many families of Marines fighting at Iwo Jima forwarded the clippings. Marines received these in the mail while the fighting still continued, an unwelcome blow to morale.

President Roosevelt, long a master of public opinion, managed to keep the lid on the outcry by emphasizing the sacrifice of the troops as epitomized by the Joe Rosenthal photograph of the second Suribachi flag-raising. The photograph was already widely renowned. FDR made it the official logo of the Seventh War Bond Drive and demanded the six flag-raisers be reassigned home to enhance popular morale. Regrettably, three of the six men had already been killed in subsequent fighting in the drive north on Iwo Jima.

The Joint Chiefs of Staff looked appraisingly at Iwo Jima's losses. No one questioned the objective Iwo Jima was an island that categorically had to be seized if the strategic bombing campaign was ever going to be effective. The island could therefore not be bypassed or "leap frogged." There is considerable evidence that the Joint Chiefs considered the use of poison gas during the Iwo Jima planning phase. Neither Japan nor the United States had signed the international moratorium, there were no civilians on the island, the Americans had stockpiles of mustard gas shells in the Pacific theater. But President Roosevelt scotched these considerations quickly. America, he declared, would never make first use of poison gas. In any case, the use of poison gas on an area as relatively small as Iwo Jima, whose prevailing winds would quickly dissipate the gas fumes, became moot. This left the landing force with no option but a frontal amphibious assault against the most heavily fortified island America ever faced in the war.

The fighting continues and continues. For weary flamethrower operators Pvt Richard Klatt, left, and PFC Wilfred Voegeli the campaign is just one cave after another. Department of Defense Photo (USMC) 110599

On the other hand, seizure of Iwo Jima provided significant strategic benefits. Symbolically, the Marines raised the flag over Mount Suribachi on the same day that General MacArthur entered Manila. The parallel capture of the Philippines and Iwo Jima, followed immediately by the invasion of Okinawa, accelerated the pace of the war, bringing it at long last to Japan's doorstep. The three campaigns convincingly demonstrated to the Japanese high command that the Americans now had the capability—and the will—to overwhelm even the most stoutly defended islands. Kyushu and Honshu would be next.

Uncommon valor in a peaceful setting: this 4th Division Marine threatens the enemy even in death. His bayonet fixed and pointing in the direction of the enemy, he was killed by a sniper before he even got off the beach on D-day. Department of Defense Photo (USMC) 109624

Iwo Jima in American hands produced immediate and highly visible benefits to the strategic bombing campaign. Marines fighting on the island were reminded of this mission time and again as crippled B-29 Superforts flew in from Honshu. The capture of Iwo Jima served to increase the operating range, payload, and survival rate of the big bombers. The monthly tonnage of high explosives dropped on Imperial Japan by B-29s based in the Marianas increased eleven-fold in March alone. As early as 7 April a force of 80 P-51 Mustangs of VII Fighter Command took off from Iwo Jima to escort B-29s striking the Nakajima aircraft engine plant in Tokyo. But the Army Air Force valued Iwo Jima most of all as an emergency landing field. By war's end, a total of 2,251 B-29s made forced landings on the island. This figure represented 24,761 flight crewmen, many of whom would have perished at sea without the availability of Iwo Jima as a safe haven. Said one B-29 pilot, "whenever I land on this island I thank God for the men who fought for it."

General Tadamichi Kuribayashi proved to be one of the most competent field commanders the Marines ever faced. He displayed a masterful grasp of the principles of simplicity and economy of force, made maximum use of Iwo's forbidding terrain, employed his artillery and mortars with great skill, and exercised command with an iron will virtually to the end. He was also a realist. Without hope of even temporary naval or air superiority he knew he was doomed from the start. In five weeks of unremitting pressure, the Americans breached every strongpoint, exterminated his forces, and seized the island.

With his buddies holding the four corners of the National Colors, the last rites for a fallen Marine are offered by the chaplain at a temporary gravesite in Iwo's black sand. Chaplains of all religious persuasions heroically ministered to all Marines and Corpsmen throughout the thick of the fighting at their own risk. Department of Defense Photo (USMC) 142434

Iwo Jima represented at once the supreme test and the pinnacle of American amphibious capabilities in the Pacific War. The sheer magnitude of the task—planning the assault and sustaining of that many troops against such a formidable objective—made Operation Detachment an enduring model of "detailed planning and violent execution." Here the element of surprise was not available to the attacker. Yet the speed of the American landing and the toughness with which assault units with stood the withering barrages astounded the Japanese defenders. "The landing on Iwo was the epitome of everything we'd learned over the years about amphibious assaults," said Colonel Wornham of the 27th Marines. Bad as the enemy fire became on D-day, there were no reports of "Issue in doubt." Lieutenant Colonel Galer compared Iwo Jima with his Guadalcanal experience: "Then it was 'can we hold?' Here at Iwo Jima the question was simply 'When can we get it over?'"

The ship-to-shore assault at Iwo was impressive enough, but the real measure of amphibious effectiveness can be seen in the massive, sustained logistical support which somehow flowed over those treacherous beaches. Not only did the Marines have all the ammunition and flamethrower refills they needed, around the clock, but they also had many of the less obvious necessities and niceties which marked this battle as different from its predecessors. Marines on Iwo had ample quantities of whole blood, some of it donated barely two weeks in advance, flown in, refrigerated, and available. The Marines also had mail call, unit newsletters, fresh water, radio batteries, fresh-baked bread, and prefabricated burial markers, thousands of them.

Iwo Jima featured superior inter-service cooperation. The Navy-Marine Corps team rarely functioned more efficiently. The blue-water Navy continued to earn the respect of the Marines, especially on D-2 when the flotilla of tiny LCI gunboats bravely attacked the coastal defense guns to protect the Navy and Marine frogmen. Likewise, the Marines welcomed the contributions of the Army, Coast Guard, Coast and Geodetic Survey, Red Cross, and the host of combat correspondents—all of whom shared both the misery and the glory of the prolonged battle.

Above and Beyond the Call of Duty

Twenty-seven men received the Congressional Medal of Honor for conspicuous gallantry and intrepidity during the battle of Iwo Jima: 22 Marines, four Navy corpsmen, and one Navy landing craft commander. Exactly half of the awards issued to Marines and corpsmen of the V Amphibious Corps were posthumous. Within a larger institutional context, Iwo Jima represented more than one-fourth of the 80 Medals of Honor awarded Marines during the Second World War. This was Iwo Jima's Roll of Honor:

Cpl Charles J. Berry, 1/26, 3 March 1945*
PFC William R. Caddy, 3/26, 3 March*
LtCol Justice M. Chambers, 3/25, 19-22 February
Sgt Darrell S. Cole, 1/23, 19 February*
Capt Robert Dunlap, 1/26, 20-21 February
Sgt Ross F. Gray, 1/25, 21 February
Sgt William G. Harrell, 1/28, 3 March
Lt Rufus G. Herring, USNR, LCI 449, 17 February
PFC Douglas T. Jacobson, 3/23, 26 February
PltSgt Joseph J. Julian, 1/27, 9 March*
PFC James D. LaBelle, 1/27, 8 March*
2dLt John H. Leims, 1/9, 7 March
PFC Jacklyn H. Lucas, 1/26, 20 February
1stLt Jack Lummus, 2/27, 8 March*
Capt Joseph J. McCarthy, 2/24, 21 February
1stLt Harry L. Martin, 5th Pioneer Battalion, 26 March*
Pvt George Phillips, 2/28, 14 March*
PhM 1/c Francis J. Pierce, USN, 2/24, 15-16 March
PFC Donald J. Ruhl, 2/28, 19-21 February*
Pvt Franklin E. Sigler, 2/26, 14 March
Cpl Tony Stein, 1/28, 19 February*
PhM 2/c George Wahlen, USN, 2/26, 3 March
GySgt William G. Walsh, 3/27, 27 February*
Pvt Wilson D. Watson, 2/9, 26-27 February
Cpl Hershel W. Williams, 1/21, 23 February
PhM 3/c Jack Williams, USN, 3/28, 3 March*
PhM 1/c John H. Willis, USN, 3/27, 28 February*
* Posthumous

Two aspects of the battle remain controversial: the inadequate preliminary bombardment and the decision to use piecemeal replacements instead of organized units to strengthen the assault forces. Both decisions, rendered in the context of several competing factors, were made by experienced commanders in good faith. Unavoidably, Iwo Jima's biggest cost to the V Amphibious Corps was the loss of so many combat veterans in taking the island. While the battle served to create a new generation of veterans among the survivors, many proud regiments suffered devastating losses. With these same units already designated as key components of the landing force against the Japanese home islands, such losses had serious potential implications. These factors may well have influenced General Holland Smith's unpopular decision to withhold the 3d Marines from the battle. From the perspective of an exhausted company commander on Iwo Jima, Smith's decision seemed inexcusable, then and now from the wider perspective of the commanding general, Fleet Marine Forces, Pacific, the decision makes more sense.

At the end of a very long fight, a Marine flamethrower operator pauses to light up. Department of Defense Photo (USMC) 111147

Whatever his shortcomings, Holland Smith probably knew amphibious warfare better than anyone. Of the hundreds of after-action reports filed immediately following the battle, his official analysis best captured the essence of the struggle:

There was no hope of surprise, either strategic or tactical. There was little possibility for tactical initiative the entire operation was fought on what were virtually the enemy's own terms . . . . The strength, disposition, and conduct of the enemy's defense required a major penetration of the heart of his prepared positions in the center of the Motoyama Plateau and a subsequent reduction of the positions in the difficult terrain sloping to the shore on the flanks. The size and terrain of the island precluded any Force Beachhead Line. It was an operation of one phase and one tactic. From the time the engagement was joined until the mission was completed it was a matter of frontal assault maintained with relentless pressure by a superior mass of troops and supporting arms against a position fortified to the maximum practical extent.

We Americans of a subsequent generation in the profession of arms find it difficult to imagine a sustained amphibious assault under such conditions. In some respects the fighting on Iwo Jima took on the features of Marines fighting in France in 1918, described by one as "a war girt with horrors." We sense the drama repeated every morning at Iwo, after the prep fires lifted, when the riflemen, engineers, corpsmen, flame tank crews, and armored bulldozer operators somehow found the fortitude to move out yet again into "Death Valley" or "The Meatgrinder." Few of us today can study the defenses, analyze the action reports, or walk the broken ground without experiencing a sense of reverence for the men who won that epic battle.

Fleet Admiral Nimitz said these words while the fighting still raged: "Among the Americans who served on Iwo Jima, uncommon valor was a common virtue," a sentiment now chiseled in granite at the base of Felix de Weldon's gigantic bronze sculpture of the Suribachi flag-raising.

LtGen Holland M. Smith, USMC, with his Fleet Marine Force, Pacific, chief of staff, Col Dudley S. Brown, surveys the wreckage along the landing beaches. Iwo Jima was Gen Smith's last battle. After this, he returned to his headquarters on Hawaii. Department of Defense Photo (USMC) 110635

Twenty-two Marines, four Navy corpsmen, and one LCI skipper were awarded the Medal of Honor for utmost bravery during the battle of Iwo Jima. Half were posthumous awards.

General Erskine placed these sacrifices in perspective in remarks made during the dedication of the 3d Marine Division cemetery on the embattled island:

Victory was never in doubt. Its cost was. What was in doubt, in all our minds, was whether there would be any of us left to dedicate our cemetery at the end, or whether the last Marine would die knocking out the last Japanese gunner.

Assault Division's Command Structures

As the 3d, 4th, and 5th Marine Divisions conducted their final preparations for Operation Detachment, these were the infantry commanders who would lead the way at the beginning of the battle:

3d Marine Division
3d MarinesCol James A. Stewart
9th MarinesCol Howard N. Kenyon
1/9LtCol Carey A. Randall
2/9LtCol Robert E. Cushman, Jr.
3/9LtCol Harold C. Boehm
21st MarinesCol Hartnoll J. Withers
1/21LtCol Marlowe C. Williams
2/21LtCol Lowell E. English
3/21LtCol Wendell H. Duplantis

4. Dywizja Morska
23d MarinesCol Walter W. Wensinger
1/23LtCol Ralph Haas
2/23Maj Robert H. Davidson
3/23Maj James S. Scales
24th MarinesCol Col Walter I. Jordan
1/24Maj Ralph S. Treitel
2/24LtCol Richard Rothwell
3/24LtCol Alexander A. Vadergrift,. Jr.
25th MarinesCol John R. Lanigan
1/25LtCol Hollis U. Mustain
2/25LtCol Lewis C. Hudson, Jr.
3/25LtCol Justice M. Chambers

5. Dywizja Morska
26th MarinesCol Chester B. Graham
1/26LtCol Daniel C. Pollock
2/26LtCol Joseph P. Sayers
3/26LtCol Tom M. Trotti
27th MarinesCol Thomas A. Wornham
1/27LtCol John A. Butler
2/27Maj John W. Antonelli
3/27LtCol Donn J. Robertson
28th MarinesCol Harry B.l Liversedge
1/28LtCol Jackson B. Butterfield
2/28LtCol Chandler W. Johnson
3/28LtCol Charles E. Shepard, Jr.

[Note: Of those infantry battalion commanders who landed on Iwo Jima on D-Day, only seven remained unwounded and still retained command at the battle's end].


Obejrzyj wideo: To The Shores Of Iwo Jima 1945 (Może 2022).